Nim skończył pracę przy
„Nim skończył pracę przy domu, nadeszło lato. A z nim rozpłomienione, rozjarzone słońce, gwałtowny mistral i rosnące podniecenie w powietrzu. Krajobraz i kamienne miasteczko na wzgórzu czyniły wrażenie umęczonych i torturowanych.
Wraz z latem zjawił się Paul Gauguin.
Przyjechał do Arles przed świtem i czekał na wschód słońca w małej, nocnej kawiarence. Gospodarz zbliżył się do niego
— Pan jest tym przyjacielem! — zawołał — poznaję pana!
— Co pan gada, do diabla
— Pan Van Gogh pokazywał mi portret, który mu pan przysłał. Kubek w kubek pan!
Gauguin poszedł do żółtego domu i obudził Vincenta. Przywitali się serdecznie i hałaśliwie. Vincent pokazał Gauguinowi dom, pomógł mu rozpakować rzeczy, wypytywał o Paryż. Rozmawiali z ożywieniem wiele godzin.
— Chcesz już dzisiaj zabrać się do pracy, Paul
— Jak ci się zdaje, czy ja jestem CarolusDuran Wysiadam z pociągu, biorę paletę do ręki i natychmiast utrwalam wrażenie słonecznego blasku
— Pytałem tylko.
— W takim razie nie zadawaj głupich pytań!
— Ja także zrobię sobie dzisiaj święto. Chodź, pokażę ci miasto.
Poprowadził Gauguina na wzgórze, przez zalany słońcem plac Ratuszowy, potem okólną drogą powędrowali na peryferie miasta. Żuawi ćwiczyli na łące obok baraków, czerwone fezy pałały w słońcu. Vincent prowadził przyjaciela dalej, przez mały park obok rzymskiego forum. Spacerowały tutaj, o tej rannej godzinie, kobiety z Arles. Vincent entuzjazmował się arlezjankami.“(4)